Przed północą w Klubie Energy w Katowicach pojawił się Robert Ś. ze swoim 5-letnim synem. Ochrona nie wpuściła dziecka na dyskotekę, więc „zaradny" ojciec miał już plan awaryjny. Zaprowadził synka do samochodu, który zaparkował kilka ulic dalej. Włączył mu radio, a sam wrócił na parkiet do klubu muzycznego. Dziecko zauważyli przechodnie.

Zobacz również
Brytyjska Sąd Najwyższy utrzymał w mocy wcześniejszy wyrok, nakazując ekstradycję youtubera do Polski. Sędzia, cytowany przez dziennik "The Independent", podkreślił, że w dotychczasowych oświadczeniach nie przesądzono o winie lub niewinności oskarżonego i nie miały one na celu rozstrzygania tej kwestii.
