Losowe wpisy
Policja zatrzymała mężczyznę mogącego mieć związek z pobiciem dziennikarek "Gazety Wyborczej" podczas wczorajszych wrocławskich protestów przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji.
Trwają czynność w tej sprawie, a dwie poszkodowane osoby składają właśnie zawiadomienie (chodzi o dwie dziennikarki - przyp. PAP) - mówi rzecznik dolnośląskiej policji Kamil Rynkiewicz. Rzecznik dodał, że policja nadal prowadzi działania ws. ataków na uczestników środowych protestów.
Dziennikarki "Gazety Wyborczej", które relacjonowały środowe protesty, zostały zaatakowane przez mężczyznę u zbiegu ulic Krupniczej i Kazimierza Wielkiego.
Według nieoficjalnych ustaleń "Gazety Wyborczej", zatrzymany to 32-letni Robert G. Jak podała gazeta, to członek nieoficjalnej bojówki chuliganów wrocławskiego Śląska "Silesia".

Kanadyjski polityk ma propozycję, która zagra na nosie Rosjanom. Charlie Angus zaproponował, żeby zmienić nazwę ulicy w Ottawie, przy której znajduje się rosyjska ambasada. Zgodnie z jego pomysłem miałaby się nazywać na cześć ukraińskiego prezydenta - Bulwarem Zełenskiego.

Caritas poinformował, że wysłał ponad 150 tirów z pomocą dla walczącej Ukrainy. Według szacunków to 6 tysięcy ton towarów:
- Wysłaliśmy już ponad 150 tirów z pomocą dla walczącej Ukrainy. To blisko 5000 palet i 3 mln kg żywności, wody, środków higienicznych, materiałów opatrunkowych i dezynfekcyjnych, chemii gospodarczej, odzieży, obuwia, karimat, śpiworów i baterii. Szacunkowa masa towarów pomocy humanitarnej wysłanej na Ukrainę to ponad 6000 ton - powiedział w rozmowie z PAP ks. dr Marcin Iżycki dyrektor Caritas.
Oprócz tego Caritas miał przekazać także 50 tys. paczek żywnościowych i darów rzeczowych. Organizacja pomaga także bezpośrednio na granicy polsko-ukraińskiej, w punktach pomocowych i Namiotach Nadziei, gdzie uchodźcom przekazywana jest żywność, ciepłe napoje, termosy, koce, czy śpiwory.

„Zaczęłam pracować, gdy miałam dziewięć lat. Ojciec poszedł na wojnę, więc trzeba było się wziąć do roboty. Sprzedawałam szczaw, który zbierałam nad Rudawą. Później koleżanki przynosiły mi dętki do roweru, składałam je z wentylami i sprzedawałam. Kupowałam też dętki samochodowe, cięłam na krótkie, cienkie, żeby nadawały się do piłeczek, majtek, na podwiązki. Wojna, nic przecież wtedy nie było. Oprócz tego zbierałam do domu węgiel, który wyrzucali kolejarze na tory. Jak już byłam starsza, chodziłam po wsiach i sprzedawałam sacharynę, tytoń, włóczkę, podeszwy pod buty. To wszystko miałam w plecaku jako dwunastoletnia dziewczynka. Działałam na zasadzie handlu wymiennego. Biedni byli ci ludzie, chaty ledwo stały, wszędzie błoto po kolana, a nigdy mnie nie oszukali” - opowiada pani Janina w wywiadzie dla krowoderska.pl.

