Co zrobilibyście jednak, gdybyście pewnego dnia rano na podłodze swojej kuchni znaleźli coś, czego w żaden sposób nie bylibyście w stanie zidentyfikować. Mało tego! Jedno z tych stworzeń wciąż by się poruszało. Co uczynilibyście w takim wypadku?
Tim Clerke - bohater naszego dzisiejszego wpisu - nagrał wszystko swoim telefonem, a film wrzucił na Facebooka. Stworzenia odnalazła jego matka, a sam film stał sie wielkim gitem w internecie. Obejrzano go już ponad 500 000 razy.
Mężczyzna doczekał się oczywiście odpowiedzi. Głos zabrali nawet lokalni specjaliści z wydziału bezpieczeństwa biologicznego. Nie uwierzycie jednak, czym w rzeczywistości było to coś.
Cóż to może być? Specjaliści z rządowego centrum w Nowej Zelandii stwierdzili, że... są to prawdopodobnie odnóża ćmy. Można je rozpoznać po charakterystycznych włoskach obecnych na każdym z nich. Jedno z nich wprawdzie wciąż się rusza, jednak jest to prawdopodobnie wynik aktywności nerwowej.
Nie wiadomo, co stało się z resztą ćmy. Prawdopodobnie zjadł ją kot lub inne podobne mu stworzenie, które zostawiło po sobie resztki w postaci nóg owada.
Niektórzy specjaliści mieli wątpliwości i część z nich uważała nawet, że mogą to być larwy muchówki. Jednak obecność włosków obala całą ich teorię, ponieważ wymienione wcześniej larwy nie posiadają na swoim ciele żadnego owłosienia.

Zobacz również
Strażacy z OSP Żabce prowadzą akcję „Operacja 4 Miliony”. Chcą zebrać 4 mln butelek PET i aluminiowych puszek objętych systemem kaucyjnym, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczyć na zakup nowego samochodu ratowniczo-gaśniczego.
Druhowie sami przygotowują, rozstawiają i obsługują punkty zbiórki, często poświęcając na to swój wolny czas. Niestety przez trzy kolejne dni ktoś opróżniał pojemniki ustawione w Międzyrzecu Podlaskim, zabierając zgromadzone butelki i puszki. Jeden z koszy został także uszkodzony.
Zdarzenia zarejestrowały kamery monitoringu, a sprawę zgłoszono policji. Mimo kradzieży strażacy nie zamierzają rezygnować i nadal prowadzą zbiórkę na nowy wóz.

W kwietniu 2023 roku Fermín López znalazł się na radarze Rakowa Częstochowa. Temat był bardzo konkretny, a transfer definitywny z FC Barcelony miał kosztować mniej niż 600 tys. euro. Ostatecznie do transferu nie doszło. Niedługo później Fermín dostał swoją szansę w Barcelonie, a podczas przedsezonowego El Clásico strzelił kapitalnego gola Realowi Madryt.
Historia niedoszłego transferu ponownie zrobiła się głośna w mediach społecznościowych. Zareagował na nią właściciel Rakowa Michał Świerczewski:
„Kiedyś opowiem o tej historii"
