Wystarczyło wyjść z domu, żeby zaczęło się coś ciekawego. Nie trzeba było pisać ani dzwonić. Po rowerach rzuconych pod blokiem wiedzieliśmy, gdzie szukać reszty.
Budowaliśmy bazy, graliśmy w dwa ognie i chodziliśmy na szaber do sadu. Największym zmartwieniem było to, że mama zaraz zawoła z okna, a przecież dopiero wyszliśmy. Nawet jeśli minęło już pięć godzin.
Dziś każdy ma swoje sprawy, pracę i obowiązki. A czasem chciałoby się jeszcze raz usłyszeć pukanie do drzwi i zwykłe: „Idziesz na podwórko?”.

Dla tysięcy polskich rodzin terror sowieckich władz w Moskwie zaczął się na długo przed Katyniem i wybuchem II wojny światowej.
W latach 1937-1938, podczas „operacji polskiej” NKWD, zamor*owano co najmniej 111 091 osób, głównie Polaków i osób polskiego pochodzenia. Blisko 29 tysięcy kolejnych skazano na łagry. Była to akcja wymierzona w polską społeczność - represje obejmowały całe rodziny.
Rozkaz rozpoczynający akcję podpisał 11 sierpnia 1937 roku szef NKWD Nikołaj Jeżow. Zatwierdzili go Stalin i kierownictwo partii w Moskwie. Pod pretekstem walki z polskimi szpiegami rozpoczęto masowe aresztowania, przesłuchania i egzekucje. Samo polskie pochodzenie mogło wystarczyć, by uznać człowieka za wroga i skazać go na śmierć.
Wielu prześladowanych Polaków mieszkało na tych ziemiach od pokoleń. Po ustaleniu wschodniej granicy odrodzonej Polski w 1921 roku ich rodzinne miejscowości pozostały po stronie sowieckiej. Nadal żyli u siebie - pod władzą ludzi, którzy później uznali ich za zagrożenie.
Ro__trzeliwano przede wszystkim mężczyzn, ale wśród zamordowanych były również kobiety. Żony skazanych wysyłano do łagrów lub na zesłanie, a dzieci odbierano. Za tymi liczbami kryją się ludzie, którym odebrano życie, i rodziny, które nigdy nie odzyskały swoich bliskich.
O tej zbrodni również powinniśmy pamiętać.
